Z cyklu „młodzi projektanci” vol. 3 - wywiad z Michałem Marczewskim
2009-09-28 20:12:55
Michał Marczewski to projektant samouk. Specjalizuje się w projektowaniu sukienek koktajlowych i damskich garniturów. Do tej pory stworzył sześć kolekcji - wszystkie opatrzone metką couture. Każdy egzemplarz jest wykańczany ręcznie według technik, pochodzących nawet sprzed pół wieku.
Urban Chic: Dlaczego projektujesz?
Michał Marczewski: To moja praca. I jednocześnie hobby - właściwie nie czuję żebym pracował. To raczej wymagające pewnej dyscypliny i cierpliwości, absorbujące masę czasu i pieniędzy hobby.
UCh: Którą ze swoich kolekcji najbardziej lubisz?
MM: Najbardziej lubię tę kolekcję, która właśnie powstaje. Po każdym pokazie przestaję się utożsamiać z kolekcją - to produkt, który musi jak najszybciej trafić na sklepowe półki i wieszaki i ma jak najszybciej na siebie zarobić. Darzę sentymentem kilka modeli, ale to akurat suknie, które pozostały na papierze.
UCh: 3 najważniejszych dla Ciebie projektantów?
MM: Jil Sander za minimalizm podciągnięty do rangi absolutu. Obecne projekty Rafa Simonsa dla tej marki uważam za cień dawnej Jil Sander. Poza tym cenię Armaniego za doskonałe klasyczne wzory i Lagerfelda za godne kontynuowanie stylu domu mody Chanel.
UCh: Kolekcja, która najbardziej cię poruszyła, zainspirowała, zapadła Ci w pamięć.
MM: Chanel Couture spring-summer 2005 - najlepszy pokaz jaki do tej pory widziałem.
UCh: Twój ulubiony trend?
MM: Minimalizm.
UCh: Kogo chciałbyś przede wszystkim ubrać?
MM: Każdą nową klientkę - jeżeli to pytanie o jakieś konkretne gwiazdy to mnie one nie interesują - chcą ubrania za darmo tylko dlatego, że są znane i nie szanują czasu, jaki się im poświęca. Przynajmniej tak to wygląda w Polsce.
UCh: Jakie jest Twoje największe związane z modą marzenie?
MM: Na dzień dzisiejszy 5 butików w 5 najważniejszych stolicach mody. Gdy to osiągnę, wymyślę sobie nowe marzenie.
UCh: Jak Ci się widzi aktualny sezon? Co zaproponujesz swoim klientkom?
MM: Jestem świeżo po pokazie na wiosnę-lato 2010. Dla mnie to jest sezon aktualny. Lato 2010 będzie niesamowicie depresyjne - wracamy do trendów Ann Demeulemeester, wczesnej Valerie Hash czy Donny Karan z końca lat 90. Będzie dużo czerni, szarości, kolory raczej sprane. Ludzie na Zachodzie są już zmęczeni. Wracają beże, brązy.
UCh: Jakieś prognozy dla mody na najbliższe sezony? Ostatnio cały czas wracamy do przeszłości - aktualnie na topie są lata 40. i 90., co dalej?
MM: Jak dla mnie to cały czas tkwimy w tym, co wymyślono pod koniec lat 90. - minimalizm i prostota okazały się uniwersalne i teraz tylko się nimi w różny sposób bawimy, jedynie zahaczając o jakieś bardziej konkretne konwencje.
UCh: Jaki jest Twój stosunek do sporów o wagę modelek? Czy projektując myślisz o konkretnej modelce, konkretnym typie kobiety, która powinna nosić dany strój? Może jest jakaś modelka, która szczególnie Cię inspiruje?
MM: Nie bardzo rozumiem pytanie o spór o wagę modelek. Wydaje mi się, że dobrze odżywiona, wysportowana 16-latka - a to dzisiaj początek kariery modelki - jeżeli ma wzrost 175-180cm, to jest po prostu bardzo szczupłą osobą. Powoli przyzwyczajamy się, że „normalny” wygląd to wałeczki, a to po prostu lenistwo. Osobiście wolę patrzeć na bardzo szczupłe dziewczyny o niefarbowanych włosach, niż na tłuste zgarbione zmory rodem z solarium, obwieszone świecidełkami, uważające się za nowe wcielenie Jennifer Lopez lub ósmy cud świata. Masa młodych dziewczyn zwyczajnie zazdrości modelkom figury danej od natury i ich przemiany materii. Oczywiście, że modelki jedzą mniej - po prostu nie żrą.
Moja klientka ma 25-55 lat, jest szczupła, zadbana i raczej zamożna.
Modelka, która mnie inspiruje swoim wyglądem to Rachel Zimmermann. Z Polek podoba mi się niezmiernie Martyna Wrzeszcz z MLStudio - była bohaterką wyprodukowanej w Niemczech kampanii na jesień - zimę 2008/09 i na pewno jeszcze nie raz poproszę ją o udział w sesji.
UCh: Projektujesz już kilka lat, czy czujesz się spełniony jako projektant? Czy zdarzyło się, że musiałeś zrezygnować z jakichś swoich projektanckich planów, dopasować się do czyichś wymagań? Czy jest coś, co chciałbyś zaprojektować, ale wiesz, że nie uda Ci się tego stworzyć?
MM: Wszystko co można narysować, można też uszyć. Do tej pory nie było takiej sukni, która byłaby niewykonalna. Nie przyjmuję zleceń na białe suknie ślubne i generalnie odmawiam szycia tego, co pokazuje mi potencjalna klientka w jakimś katalogu - odsyłam ją do zakładu krawieckiego. W moim atelier to ja decyduję, w czym dana osoba będzie dobrze wyglądać. Nie ma obowiązku kupowania moich projektów i nikogo do swojej wizji nie zmuszam. Podobnie nie chcę być zmuszany do szycia czegoś, co wymyślił ktoś inny. A co do spełnienia - to porozmawiajmy o tym za 40 lat.
UCh: Co sądzisz o polskim środowisku mody i o tym jak media opisują to środowisko?
MM: Nie ma czegoś takiego jak „polskie środowisko mody”. Żeby było środowisko potrzebny jest rynek, a ten w Polsce dopiero raczkuje. Nie ukrywam też, że nie cenię specjalnie któregokolwiek z polskich projektantów. Polskie gazety zajmują się modą niczym przymusowym obowiązkiem - przez nieciekawe edytoriale przewija się 4 może 5 nazwisk, modelki są zawsze „bezpiecznie” wystylizowane. Nie ma kreowania trendów - są co najwyżej lepsze lub gorsze przedruki lub zgapki z prasy zachodniej. Dziennikarze z reguły nie znają się na modzie, ale to zmora naszych czasów - krytyk jest od tego by pisać, a nie się znać.
UCh: Czy Polacy ubierają się dobrze? Czy widać jakieś zmiany w polskim podejściu do stroju? Jak Ci się podobają polskie ulice?
MM: Polacy, i mam tu na myśli moje pokolenie, nie ubierają się - noszą tzw. cokolwiek. Nastolatki chłoną bezkrytycznie wszystko, co przychodzi z rocznym, dwuletnim opóźnieniem zza zachodniej granicy. A ulice? Odpowiem przewrotnie - polska moda i polskie ulice są w podobnym stanie.
Więcej zdjęć projektów Michała można obejrzeć na stronie michalmarczewski.com. Jego ubrania można kupić w firmowym butiku i pracowni w Szczecinie, a od 2010 także w Berlinie i Szwecji. Na wizytę w sklepie należy się umówić telefonicznie.
Ela Lary
Zobacz inne sylwetki Urban Chic:

zinu
Ha! Ciekawe czemu do butiku trzeba sie umawiac telefonicznie? Marczewski ma cos do ukrycia??? Troche to podejrzane...
2010-04-23 19:10:02

s
Beznadzieja, ten projektant nic nie potrafi tylko naciagac wlasne klientki. Zaden z niego autorytet modowy!
2010-04-23 19:07:47
Kategorie
Ostatnio komentowane
-
Re: Re-aktywacja ZUPA SHOP & Hodowcy Zabawek
i tak jakby trochę Paweł ma chyba na nazwisko Baszczak ;) była autoryzacja?;)
-
Re: Re-aktywacja ZUPA SHOP & Hodowcy Zabawek
już poprawione! dzięki za czujność purystko :)
-
Re: Re-aktywacja ZUPA SHOP & Hodowcy Zabawek
wszystko super, tylko pisze się "concept store" :)
-
NIEpchli targ - BazART Łokietka 5
polecam z całego serca! fajne miejsce, mili ludzie, świąteczny klimat!kopalnia oryginalnych gadżetow!